— Pewnie źle...



— Pewnie źle spaliście dzisiaj, drogi moskwiczani-nie? — zapytała Żenią. Pijąc herbatę patrzyła na niego ciemnymi, niespokojnymi oczyma sponad wielkiego glinianego kubka. Okrągła twarz dziewczyny była jeszcze zaróżowiona od mrozu. — Wątpię, czy ktokolwiek spał dziś dobrze — dodała. — Dlaczego? Ja, na przykład, spałem dziś doskonale i sny miałem przedwojenne... Śniło mi się, że byłem na wystawie w pawilonie Dalekiej Północy i jadłem lody z truskawkami. I że nie było wcale wojny. — Aleksjej chciał odpowiedzieć Żeni tonem żartobliwym, ale mimo woli w słowach jego o wystawie zabrzmiał smutek. — Od lodów zrobiło mi się zimno, zbudziłem się i co się okazało: że głowa omal nie przymarzła mi do poduszki. — Ja również nie zmrużyłam oka — powiedziała Żenią nie zważając na usiłowania Kowszowa, by obrócić rozmowę w żart. — Wiecie, urodziłam się w nocy z szóstego na siódmego i zawsze byłam z tego dumna. Jednego dnia obchodziłam dwa święta.

/4/desc|/5/desc|/0/desc|/3/asc|/3/desc